Bez peelingów ani rusz

Mariola

Peeling jeszcze pare lat temu jawił mi się jako zupełnie zbędny element pielęgnacji, który ochoczo pomijałam. Nie wiedzieć czemu, bo oczywiście teraz sobie tego nie wyobrażam, pozwalałam swojej cerze gromadzić wszystko: sebum, zanieczyszczenia, pewnie i resztki makijażu. Co oczywiście odbijało się na jej stanie i trądzikowe zmiany nie były mi obce. Ale dopiero teraz wiem, że wbrew pozorom aż tak wiele krzywdy jej nie robiłam. Bo zupełnie niedawno skrzywdziłam ja jeszcze bardziej właśnie nadmiernym i nieumiejętnym peelingowaniem i złuszczaniem. Co w przypadku cery wrażliwej, a zwłaszcza cienkiej nie jest dobrym pomysłem, nazwałabym to raczej grzechem śmiertelnym.

Będąc jeszcze nastolatką, na jakimś polu namiotowym, w bieszczadzkim lesie, gdzie to tylko młodzi, piękni i pełni pewności siebie i braku rozsądku ludzie bywają podglądnęłam pewien rytuał pielęgnacyjny we wspólnej łazience. Otóż piękna, ach jak piękna!, nastolatka tarła ostro swym ręcznikiem umytą wcześniej twarz. Tak tarła do czerwoności. Nie wiem czy z braku peelingu robiła złuszczanie ręcznikiem, czy może taki miała zwyczaj, ale zaczęłam kopiować go i rzeczywiście, ukrwienie i stan skóry był lepszy. Jędrna, gładsza – taki efekt uzyskałam, ale być może taki to był czas. Teraz nie poleciłabym nikomu takiej formy złuszczania, bo cerę traktuję z należytym szacunkiem i liczę na to, że mi się odwdzięczy. Peelingi stosuję, a za omijanie tonizowania najchętniej wymierzałabym karę;)

Po co więc złuszczać?

Po pierwsze, by usunąć złogi i zanieczyszczenia które nagromadziły się na powierzchni skóry, ponieważ blokują one dostęp powietrza, sprawiają, że substancje aktywne w kremach nie są w stanie wniknąć do głębszych warstw skóry, a tym samym po prostu nie działają. Zmniejsza się widoczność porów skóry, wygładza nierówności, poprawia koloryt cery. 

Złuszczanie to również wywoływanie kontrolowanego procesu zapalnego, który „motywuje” skórę do rewitalizacji, ożywia komórki i stymuluje odbudowę skóry. Bariera ulega uszkodzeniu i organizm tworzy stan zapalny ukierunkowany na regenerację i odbudowę. Przyspiesza cykl przemiany komórkowej i zwiększa się produkcja białek i kolagenu, poprawia krążenie. Polepsza się też jej nawilżenie.

Miłość do peelingów i ich codziennego stosowania wyraża Dr Harold Lancer (tak, ten od tych drogich kosmetyków) w książce „Skóra pełna blasku. Przełomowa metoda anti-aging” sugeruje zastosowanie pełnego programu, w którym właśnie złuszczanie odgrywa wyjątkowo ważną rolę. Według niego po zmyciu makijażu, sam proponuje olej lub zwykła oliwę z oliwek (uwielbiam go za to*) lub zmycie makijażu żelem. Później peeling, Lancer nazywa to polerowaniem i ponowne zmycie resztek peelingu, złogów i zanieczyszczeń za pomocą żelu, pianki etc. Czyli:

Wieczorem: zmycie makijażu, oczyszczanie, peeling, oczyszczanie

Rano: oczyszczanie bez peelingu

Jednak podkreśla on, że sekretem dobrego złuszczania jest delikatność, chociaż pojawienie się lekkiego wysuszenia skóry, zaczerwienienia jest kwestią przystosowania się skóry do systematycznego peelingu. Jak należy to robić? Zaczynając od podbródka kolistymi ruchami kierując się ku górze, większą uwagę należy poświęcić podbródkowi i wszystkim obszarom, w których pojawiają się zaskórniki. Złuszczać powinniśmy również usta, za to pominąć należy delikatniutką skórę wokół oczu. Oczyszczenie skóry jest bardzo ważne, ponieważ to co zostało złuszczone powinno być ze skóry usunięte. Co ciekawe, doktor ten sugeruje, by NIE pozostawiać okluzyjnej warstwy na skórze. I tutaj mam już spore wątpliwości, bo póki co ta warstewka wydaje się być doskonała dla mnie i codzienne złuszczanie troszkę mnie przeraża, ale oczywiście nie omieszkam skorzystać ze wskazówek i takie kilka próbnych tygodni przeprowadzić.

Kierunek peelingowania (źródło: „Skóra pełna blasku. Przełomowa metoda anti-aging”)

Jakie peelingi stosuję?

Staram się mieć w domu jeden peeling z drobinkami i jeden enzymatyczny, chociaż każdy z nich swoją rolę spełnia i powinien wystarczyć jeden, ale ten minimalizm co to w życiu go pragnę uprawiać w kosmetykach mi nie wychodzi. Zapominam o nim notorycznie i cieszę się jak dziecko z każdego nowego nabytku. Aktualnie używam dwóch – Peelingu rozgrzewającego Dr. Konopka i żelu peelingu z Planety Organiki. Obydwa to dość mocne i bardzo skuteczne wygładzacze. Bardzo precyzyjnie ścierają naskórek i nie podrażniają, co w przypadku peelingów też jest możliwe. Wyjątkowo atrakcyjny wydaje mi się nowy peeling Resibo, który jest połączeniem enzymatycznego z mechanicznym – w sam raz na mój kosmetyczny minimalizm ;).

Peeling Konopki jako substancje złuszczające ma drobinki z pestek moreli, które są zbliżone wielkością do drobinek piasku. Można je zauważyć właśnie gdy spływają wraz z wodą do odpływu. Nie są duże ani nie przypominają korundu, są podobnej wielkości, ale ciut ostrzejsze. Kiedyś przeczytałam, że cery z rozszerzonymi porami skóry powinny stosować właśnie peeling gruboziarnisty, bo nie jest w stanie tych porów jeszcze bardziej tarciem rozszerzyć. Z kolei dla cery wrażliwej peeling zbyt gruboziarnisty będzie zbyt ostry i podrażniający. Konopka raczej należy do drobnoziarnistych peelingów, tych cząstek jest sporo dlatego peeling radzi sobie ze złuszczaniem znakomicie.

Inci: Aqua, Coco-caprylate, glyceryl stearate, caprylic/capric trigliceryde, octodecanol, cetearyl alcohol, prunus armenica shell powder, glycerin, zingiber officinalis root extract, salvia officinalis leaf water, mellitus albus flower/leaf/stem extract, saccharide isomerase, sorbus sibirica extract, lavandula andustifolia oil, mentha piperita oil 

Dodatek imbiru wygładza skórę, poprawia jej jędrność, działa antyseptycznie, pobudza krążenie i ma właściwości rozgrzewające. Zabija również bakterie i dlatego pojawił się pewnie w tym peelingu dedykowanym do cery trądzikowej i mieszanej. Szałwia leczy stany zapalne skóry, koi oparzenia i ranki, działa ściągająco. A ekstrakt z nostrzyka białego dostarcza skórze witamin, jest antyoksydantem. Jak widzimy większość składników skierowana jest tutaj do wspomagania gojenia skóry, usuwania zapaleń. Jednak ta sucha, wrażliwa jest równie zadowolona, rozjaśniona, pory skóry domknięte, cera lekko i przyjemnie napięta. Nie zauważyłam zupełnie wysuszenia skóry, stosuję go około 2, 3 razy w tygodniu. Ponieważ nie jest taki łagodniusi polecam delikatny masaż okrężnymi ruchami zamiast tarcia (to tylko dla odważnych). Żadnego, nawet najmniejszego rozgrzewania nie zauważyłam, także spokojnie można się tego nie obawiać. 

Drugim moim peelingiem, troszkę z czasów fascynacji kwasami, z którymi jednak przesadziłam, jest żel peeling Planety Organiki, który jest peelingiem enzymatycznym, o konsystencji płynnej galaretki i pięknym owocowym zapachu. Zapach wcale nie jest przypadkowy ponieważ peeling zawiera sporo kwasów owocowych oraz papainę. Jest niezwykle mocny, potrafi zapiec, skóra bywa po nim zaczerwieniona. W zasadzie dziwię się, że czasy świetności ma za sobą, bo nie jest już tak popularny jak wcześniej, a na pewno to jeden ze skuteczniejszych peelingów enzymatycznych jakie znam. Stosuję go czasami wymiennie z peelingiem Konopka, jednak nie częściej niż raz w tygodniu, to dla mnie częstotliwość optymalna.

Na pewno jest to doskonały peeling do cery każdego rodzaju cery, z tym że te tłustsze mogą sobie na niego pozwolić zdecydowanie częściej. Zaróżowienie cery jest, znów według Lancera, raczej czymś normalnym, po prostu rozszerzają się naczynia włosowate i do komórek dociera tlen. Oczywiście czym innym jest krótkotrwałe zaróżowienie, a czym innym długotrwałe zaczerwienienie, ale i to można znieść jeśli działanie jest pożądane.     

Składniki: Aqua enriched with Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract*, Papain, Pyrus Malus (Apple) Fiber, Citric Acid, Lactic Acid, Bromelain, Eclipta Prostrata Extract, Daucus Carota Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Guaiacum Officinale Wood Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Peel Oil, Olea Europaea Oil, Melia Azadirachta Oil*, Echinacea Purpurea Extract, Linoleic Acid (and) Oleic Acid (and) Linolenic Acid, Mandelic Acid, Saccharum Officinarum Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Citrus Medica Limonum Fruit Extract, Salicylic Acid, Retinol, Lecithin, Rosmarinus Officinalis Extract, Glycolic Acid, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Panthenol, Sodium Hydroxide, Iron Oxydes, Benzylalcohol, Phosphoric Acid, Benzoic Acid

Składniki złuszczające obecne w peelingu to:

  • papaina enzym znajdujący się w miąższu papai, działa rozjaśniająco, zmniejsza widoczność blizn potrądzikowych,
  • ekstrakt ze skórki jabłka to naturalne kwasy owocowe, które mają właściwości zmiękczające, dezynfekuje i dostarcza skórze potężną dawkę antyoksydantów,
  • kwas mlekowy z gruby alfahydroksykwasów złuszcza, zmniejsza widoczność blizn i porów skóry, rozjaśnia przebarwienia,
  • bromelaina enzym ananasa o właściwościach złuszczających, wygładzających, rozpuszcza martwe komórki naskórka,
  • ekstrakt brhingaraj ma właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne, przyspiesza proces gojenia skóry,
  • olejek marchewkowy to źródło naturalnej witaminy A, dodatkowo poprawia koloryt skóry
  • kwas migdałowy – poprawia fakturę i barwę skóry, zmniejsza rozszerzone pory, zmniejsza zniszczenia spowodowane nadmierną ekspozycją na słońce,
  • olejek ze skórki cytryny – ma właściwości ściągające, rozjaśniające, dostarcza sporej dawki witaminy C, która skutecznie chroni przed wolnymi rodnikami.
  • retinol – działa złuszczająco, stymuluje odbudowę komórkową skóry, spłyca zmarszczki.


Oczywiście to nie wszystkie składniki i żel nie składa się tylko z tych złuszczających, oprócz tego znajdziemy w nim olej makadamia, olej z pestek winogron, oliwę z oliwek czy jeżówkę purpurową. To sprawia, że nie jest tylko mocno kwasowy.

Lubię obydwa i stosuję systematycznie, ale oczywiście nie mogę się doczekać aż dobiorę się do peelingu Resibo 🙂

A Wy jakie peelingi stosujecie? Które należą do Waszych ulubieńców?

*pisałam o olejku kupionym zupełnie przypadkowo, który sprawdził się całkiem nieźle.

Dodaj komentarz do wpisu