Albania wakacyjnie

Mariola

Albania przywitała nas spaloną słońcem trawą, dziurawymi drogami i urzędnikami na przejściu granicznym, który wszystkie dane wpisują ręcznie litera po literze do starych komputerów. I nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie tak wygląda prawdziwa Albania. Kraj, który ma mnóstwo do zrobienia, wielkie nadzieje i nieskażone nadmiarem cywilizacyjnych dóbr jedzenie. I dla tego jedzenia warto ten kraj odwiedzić.

Droga z Polski do Albanii to spore wyzwanie, zwłaszcza jeśli chcemy dotrzeć do najbardziej oddalonej na południe miejscowości. Ponad 1500 km trasy wymaga przystanku po drodze, a wypoczynek można połączyć ze zwiedzaniem nowych, ciekawych miejsc. My zatrzymaliśmy się w serbskim Nowym Sadzie. Jest to spokojne miasto akademickie, ze wspaniałą położoną na wzniesieniu twierdzą Petrovaradin, pełną małych i większych galeryjek, miejsce spotkań nie tylko artystów. To przyjazne, spokojne miasto, w który ludzie są chętni do pomocy.

Ale to tyko maleńki przystanek na trasie, która przerazić może niejednego (i słusznie:). Wjeżdżający do Albanii muszą przygotować się na szok kulturowy, miejscowi turystom przyglądają się z zaciekawieniem, które czasami jest nadmiernie wnikliwe. Nasz cel podróży Saranda przestraszyło nas ilością grupek albańskich mężczyzn, którzy bawią się w najlepsze, wyraźnie poszukują przygód. I jeśli poszukujecie miejscowości gdzie wieczorami odbywa się wiele imprez, gdzie jest sporo knajpek, promenada obfitująca w torebki prady spod lady to Saranda będzie dobrym miejscem docelowym. Jest w niej tłoczno, na ulicach młodzież (męska, bo kobiet zdecydowanie mniej), drinki i gwar. Ale jeśli wybieracie się na rodzinne wakacje z dziećmi to przeszkadza mały rozmiar i nieliczna ilość plaż. Miasto zbudowane jest jak amfiteatr, od plaż schody pną się w górę do starych i nowo powstających hoteli, więc nawet mała odległość hotelu od wody może wiązać się ze wspinaczką po schodach, o czym warto pamiętać wybierając hotel. 

Co rzuca się w oczy w całej Albanskiej Riwierze to ilość dopiero co powstających obiektów, hoteli, w których miejscowi widzą nadzieję na przyszłość. Drogi ciągle są w kiepskim stanie, ale gdzieniegdzie trwają prace nad poprawieniem infrastruktury. Jednak wyraźnie widać, że to dopiero początki rozwoju, pewnie tym ciekawiej ogląda się kraj teraz. Jeżeli w Albanii znika studzienka, to po prostu należy się nauczyć ją omijać, bo nikt nie kwapi się do naprawy. Co zaskakuje to miejscowi kierowcy po tych drogach jeżdżą jak szaleni, nagle zatrzymując się w miejscu w którym potrzebują coś załatwić. Miejsca parkingowe są dla nich wszędzie, a auta to takie dobro, które kochają mocno, popularnością cieszą się zwłaszcza mercedesy. Nawet w takiej miejscowości wypoczynkowej jak Saranda znaleźliśmy kilka sklepów z częściami do samochodów.

Mimo iż hotel zarezerwowalismy wczesniej w Sarandzie to zdecydowaliśmy się go porzucić. Albańczycy skrupulatnie pilnują swoich interesów i czasami na jeden pokój przypada więcej niż jedna rezerwacja. Tak zdarzyło się tez w naszym przypadku, gdzie zamiast pokoju hotelowego otrzymaliśmy kluczyk do „apartamentu” poza hotelem, dobudówki w stylu starych domków nad jeziorem w latach 80-tych. Dlatego wcześniej warto upewnić się co do jakości i pewności otrzymania pokoju. Rozeznani w okolicy postanowiliśmy zatrzymać się w Ksamilu, który słynie z najpiękniejszych plaż nad morzem jońskim i bez dwóch zdań była to najlepsza wakacyjna decyzja.

Ksamil jest tańszy niż Saranda, mniej imprezowy, bardziej kameralny i niezliczone plaże są utrzymane w doskonałym wręcz stanie. Jest ich tak wiele, że spokojnie można natrafić na taką, na której nie będzie ludzi. Tutaj nie ma wiele plaż publicznych, to zawsze tylko wydzielony fragment plaży, ale jest cale mnóstwo plaż należących do barów, restauracji gdzie leżaki można wypożyczyć na cały dzień i to do nich należy dbanie o czystość. Tak  jest też w całej Albanii, prywatni właściciele dwoją się i troją, by zatuszować braki, które funduje turystom państwo. Jeżeli uwzględnić bliskość Butrintu, stanowiska archeologicznego z fragmentami budynków nawet sprzed IV w p.n.e. (których można dotykać, chodzić po nich – niesamowite) to Ksamil jest wręcz idealnym miejscem wakacyjnym. Warto wspomnieć, że jest blisko Grecji gdzie w przypadku problemów łatwiej uzyskać pomoc, co przynajmniej nam zwiększało poczucie bezpieczeństwa. 

Co jest najwspanialsze w Albani to jedzenie – dobre, świeże w każdej restauracji. Niezależnie od tego czy wybierzecie restaurację z wyższej półki czy może knajpkę o niższych cenach prowadzoną przez rodzinę to i tak wszystko jest przepyszne, zwłaszcza ryby, owoce morza, co ciekawe pizza jest wspaniale upieczona, a kawa po prostu dobra. Być może jest to skutek bliskości i większej liczy turystów z Włoch, może historycznie i kulturowo bliski z nimi związek, ale nasze nadmorskie kurorty z ich obrzydliwymi kawami powinny się od Albańczyków sporo nauczyć.

Co ciekawe najsmaczniejsze i najlepiej przyprawione krewetki, kalmary i ryby jedliśmy prosto ze sklepu rybnego, w którym wybiera się świeżo złowioną rybę, sprzedawca ją sprawia, a przy sklepach rybnych funkcjonują stanowiska do grillowania i od razu za drobną opłatą takie ryby grillują. Smak jest obłędny! Warto rozważając Albanię jako cel swojej podróży wybrać hotel, apartament z kuchnią tak, by po kupnie świeżych rybek przygotować sobie sałatkę ze świeżych warzyw własnoręcznie i wspaniałe obiady są naprawdę przystępne cenowo. My takiej opcji nie mieliśmy i większość obiadów zjadaliśmy w restauracjach. Ale uwierzcie, że te też nie są zupełnie na nasze przeciętne możliwości drogie. Wręcz przeciwnie, dobre jedzenie nie jest przeznaczone tylko dla bogatych. Świeże warzywa, owoce są tanie jak barszcz i nikt tam na jakości potraw nie oszczędza.

W Ksamilu mogę polecić restaurację prowadzoną przez Polkę i Albańczyka Czimi, która oprócz dobrego jedzenia zapewnia wymianę doświadczeń z rodakami. Co ciekawe, wszyscy Polacy są sobie przychylni, dzielą się spostrzeżeniami i miejscami, które warto odwiedzić w okolicy. 

Przed wyjazdem poszukiwałam danych odnośnie albańskich marek kosmetyków, które mogłabym kupić, tymczasem w sklepach okazało się, że na półkach jest tylko mydło, plus typowe drogeryjne szampony i kilka kremów do opalania. O naturalnych kosmetykach można sobie pomarzyć 😉

Dla mnie Albania była powrotem do czasów włóczęgi i podróżowania w poszukiwaniu ciekawych miejsc troszkę poza utartymi szlakami. Ksamil bardzo często widnieje jako miejsce na jednodniową wycieczkę podczas pobytu w Sarandzie, turystów wcale nie jest tam bardzo dużo, a kurort dopiero zaczyna się tworzyć. Bliska odległość od Korfu sprawia, że można złapać sieć grecką, w cenach europejskich. Jest to jedna z najlepszych miejscówek dla miłośników spokojnego plażowania, czystych wód i dobrego jedzenia. 

No i w drodze powrotnej można zwiedzić Macedonię 😉

Dodaj komentarz do wpisu