Balsam z arniką (znów ratunek)…

Mariola

Krem z arniką od Herbfarmacy leżał u mnie na półce w oczekiwaniu na uwagę przez dość długi czas. Plan był taki, by używać go na pojawiające się naczynka, których ilość nagle zwiększyła się na mojej twarzy, ale w pewnym momencie okazało się, że jest dość tłusty. Miałam wystarczająco dużo odżywczych kosmetyków, że ten nie był potrzebny. Oczywiście jednak szybko okazało się, że przesadziłam z kwasami i była to przyczyna zwiększonego podrażnienia, a krem (czy raczej arnika w nim) jest wręcz niezbędny od zaraz.

Wtedy to postanowiłam się skupić na załagodzeniu problemu, więc właśnie krem z arniką zaczęłam stosować na noc, i rzeczywiście, widziałam sporą różnicę w pielęgnacji i bardzo szybkie efekty. Krem arnikowy po podrażnieniu kwasami był jednym z lepszych kremów, które swoim kojącym działaniem szybko zregenerował skórę, o poranku była wyraźnie nawilżona, rozjaśniona takim wypoczynkiem jak za dawnych czasów, kiedy to wysypiałam się do woli*.

Skład tego kremu, jak zresztą wszystkich kremów Herbfarmacy, jest wyjątkowy ponieważ wszystkie rośliny, które znajdują się w ich składzie są uprawiane na polach w zachodniej Anglii, a kremy mają certyfikat Soil Association. Właściciel jest doktorem botaniki i właściwości lecznicze roślin zna doskonale i kompozycje kremów nigdy nie są przypadkowe. Balsam z arnika to taki krem do wszystkiego, uniwersalny tłuścioszek dla każdego typu skóry, ale o specyficznym, prawie leczniczym działaniu.

INCI: Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Simmondsia chinensis (Jojoba) seed oil, Cera flava (Beeswax),Butyrospermum parkii (Shea Butter), Arnica montana flower extract, Symphytum sp. (Comfrey leaf and root) extract, Calendula officinalis flower extract, Rosmarinus officinalis (Rosemary) extract, Lavandula angustifolia (Lavender) essential oil

Olej słonecznikowy nie jest tu szlachetnym elementem, na szczęście pojawia się po nim olej jojoba, który mocno reguluje wytwarzanie sebum i jeśli jest go za mało to nadrabia stymulując jego produkcję, a jeśli za dużo, to hamuje jego wytwarzanie, dlatego olej jojoba jest nazywany olejem inteligentnym. Myślę, że właśnie on sprawił, że skóra przesuszona, cieniutka i krucha (tak to niestety wyglądało) szybko się uelastyczniła i odzyskała równowagę i jasny**, zdrowy koloryt.

Olej jojoba będzie właśnie odpowiedni w takich okolicznościach – kiedy nie chcemy przeciążyć cery zbyt gęstym, odżywczym olejem lub nie wiemy dokładnie ile zniszczeń i jak bardzo cera jest pozbawiona powłoki lipidowej. Więc osoby, które dopiero zaczynają pielęgnację naturalną, które wcześniej namiętnie korzystały z oczyszczających produktów, często do cery trądzikowej, takim olejem regenerują ją szybko, wraca do zdrowego stanu, jest świeża i elastyczna. Nie pozostawia wrażenia nadmiernej tłustości, tak nielubianej przez wiele osób. Mnie osobiście taka gruba warstwa nie przeszkadza, na noc często świecę się jak szalona, ale lubię mieć poczucie, że tyle dobra moja skóra wchłonie. Olej jojoba sprawia, ze cera nie przetłuszcza się, reguluje wydzielanie sebum. Na dodatek silnie regeneruje, jest mocnym antyoksydantem.

Wosk zagęszcza balsamik, sprawia, ze bardzo dobrze się go rozsmarowuje i daje uczucie wygładzenia skóry. Tworzy powłokę na skórze, zmiękcza ją i chroni nawilżenie (czyli to co nałożone wcześniej nie wyparuje nam tak łatwo). Masło shea z kolei mocno zmiękcza i odżywia. A to co jest najciekawsze w tym kremie to wyciąg z arniki, która to jest częstym składnikiem kremów do cery naczynkowej. Arnika wnika do naczyń włosowatych, gdzie wzmacnia ich ścianki i dzięki temu hamuje i chroni przed pękaniem naczynek. Stąd już po jednorazowym użyciu widać było zmniejszenie zaczerwienienia skóry, złagodzenie podrażnienia.

Krem zawiera również ekstrakt z liści i korzenia żywokostu, który zawiera alantoinę oraz sporo substancji śluzowych. W nowoczesnej kosmetyce coraz częściej uwaga jest skierowana właśnie na nie, np.  niedawno odkryto, że prawoślaz ma właściwości wybielające, . Te substancje śluzowe jednak częściej używa się właśnie dla ich powlekających, łagodzących i kojących właściwości. Balsam silnie regeneruje skórę, stymuluje jej odnowę, łagodzi i koi. Żywokost przyspiesza proliferację komórek (namnażanie, odbudowę komórek), pomaga w samooczyszczaniu się ran dzięki złuszczaniu tkanek. To właśnie wyciąg korzenia żywokostu jest składnikiem takich preparatów jak alantan, cepan, baikaderm. Nie na darmo mój wybór padł na to maleńkie cudeńko.

Być może zaskoczę twierdzeniem, że balsam z arniką był lepszy od balsamu piękności z prawoślazem, ale w momencie rozpoczęcia stosowania moja skóra domagała się właśnie załagodzenia, powleczenia warstwą ochronną, sporego ukojenia i przyspieszenia regeneracji. Nie mam na myśli podrażnień i pieczenia skóry, raczej odarcie jej z warstwy lipidowej i wystawienie na uszkodzenia. A ponieważ przy cieniutkiej cerze szybko robią się mi właśnie zmiany naczyniowe (wystarczy, że przypadkiem się zadrapię) uznałam, że muszę ją intensywnie i szybko ratować. Balsamik, mimo że przeznaczony nie tylko do twarzy, ale i do pielęgnacji całego ciała, ma w sobie wosk, za którym nie przepadam, sprawił się w tej roli znakomicie.


Komu będzie odpowiadał balsam z arniką?

Osobom z delikatną, wrażliwą cerą, raczej ze skłonnością do przesuszenia i podrażnień. Będzie odpowiedni każdorazowo przy zniszczeniu wywołanym nadmiernym peelingowaniem, produktami oczyszczającymi, ścieraniem skóry i oczywiście, zbyt częstym złuszczaniem chemicznym. To taki kosmetyk, który warto mieć w domu, po to, by wspomóc podrażnioną skórę do regeneracji. Olejki eteryczne z lawendy np. załagodzą swędzenie po ukłuciu komarów, ukąszeniach owadów. A na przykład ekstrakt z rozmarynu wspomaga walkę z wolnymi rodnikami, działa przeciwstarzeniowo. Nie sądzę, by był to taki krem na co dzień, do częstego stosowania, ale zawsze wtedy gdy cera domaga się większej uwagi będzie idealny.

Balsam z arniką kosztuje 44,99zł za 20ml.

*to się już nigdy nie zdarza, ech…

**ponieważ zaróżowienie tak kojarzone ze zdrowiem było wynikiem podrażnienia, nie nazwałabym go uroczym, choć nie było również zaczerwienieniem

ps. wcześniej na ratunek zjawił się olejek Vianek – tutaj jego recenzja.

Dodaj komentarz do wpisu