Kremy z filtrem na każdy dzień roku

Mariola2 comments

O kremach z filtrem napisano już tyle, że wydaje się bezsensownym powielanie ogólnodostępnych informacji odnośnie różnic pomiędzy filtrami fizycznymi a chemicznymi. Z drugiej strony opuszczenie tej podstawowej wiedzy jest również sporym zaniechaniem. Aktualnie prowadzę walkę z przebarwieniami spowodowanymi zaburzeniami odbudowy skóry i krem z filtrem oraz ochrona przeciwsłoneczna są wręcz podstawą mojej pielęgnacji i staram się świadomie (i namiętnie) z nich korzystać.

Używam dwóch kremów z filtrem do twarzy w zależności od pogody. Jednym z nich jest lekki krem z filtrem SPF25 Make Me Bio, który ląduje na mojej twarzy zimową porą, w pochmurne, deszczowe dni letnie. Drugim jest Krem Mizon Mela Defense White Sun Block SPF 50, którego używam latem, zapewnia mi stabilną ochronę przed promieniami słonecznymi. 

Czym się różnią? Krem Make Me Bio jest kremem z filtrem fizycznym, za to krem koreański ma filtry chemiczne.

Różnica polega na tym, że filtry fizyczne osadzają się na skórze nie wchłaniając się, co pozwala na ochronę przeciwko promieniom UVA i UVB. Ich wadą jest to, że jeśli ulegną starciu to trzeba je aplikować ponownie, by nie stracić ochrony. Są one też zazwyczaj cięższe, bielące i wymagają tłustego podłoża, stąd kremy z filtrami mineralnymi są po prostu tłustsze, bardziej odżywcze. Filtry mineralne, fizyczne są dobre dla dzieci oraz osób z cerą naczyniową, wrażliwą, rzadziej wywołują reakcje alergiczne. Chociaż filtry chemiczne nowej generacji podobno im w tej kwestii nie ustępują.

Zinc Oxide chroni skórę przed promieniowaniem, wspomaga gojenie skóry, działa antybakteryjnie i przeciwtrądzikowo. To jeden ze skuteczniejszych filtrów chroniących przed promieniowaniem UVA, działa w tej kwestii lepiej niż dwutlenek tytanu.

Titanium Dioxide ma silne działanie bielące, rozjaśniające, skutecznie blokuje promieniowanie UVA i UVB.

Filtry chemiczne różnią się działaniem od filtrów fizycznych tym, że wnikają w skórę, zmieniając w niej strukturę promieni, pochłaniając promieniowanie i zamieniając je w energię cieplną. Filtry chemiczne nie są tak stabilne jak mineralne, za to nie ulegają ścieraniu, proces ochrony odbywa się wewnątrz skóry. I stąd bierze się konieczność ponownej aplikacji po pewnym czasie, by zapewnić skórze kolejną dawkę substancji rozkładającej promieniowanie. Niektóre filtry chemiczne mogą wywoływać podrażnienie, fotouczulenie pod wpływem promieniowania, dlatego częściej ustępują tym fizycznym w kosmetykach dla dzieci lub alergików.

Ochrona przed promieniami UVA jest niezwykle ważna, bo to pod ich wpływem pojawiają się zmiany nowotworowe i zmiany pigmentacyjne, czyli tak znienawidzone przebarwienia skóry. UVB dopowiadają za zaczerwienienie, poparzenia skóry, a wiadomo tych też nikt nie lubi. Dlatego warto stosować filtry, które chronią zarówno przed promieniami UVA jak UVB, ze szczególnym naciskiem na UVA.

I uwaga! Promienie UVA są takie same o każdej porze dnia, więc nie należy zakładać, że słońce po południu jest bezpieczniejsze, że można stosować mniejszy filtr lub w ogóle go nie używać. Być może nie spowoduje ono poparzeń skóry, ale przebarwienia owszem.

Co ciekawe różnica pomiędzy filtrami z faktorem SPF50 a np. SPF30 nie jest wielka w przypadku ochrony przed filtrami UVB np. ten z filtrem 50 chroni nas w 98%, a ten z 30% w 96,7%. Wynika z tego, że kremy z niższym filtrem mogą z powodzeniem chronić nas i być równocześnie wygodne w użyciu. Za to kremy z filtrem niższym mogą chronić w taki sam sposób przed promieniowaniem UVA jak te z wyższym, a czasami ochrona może być wręcz lepsza. Przykładem może być krem Vichy z wysokim faktorem, jednak bardzo kiepską ochroną przeciw UVA.

Dlaczego używam więc latem kremów z wysokim filtrem? 

Po pierwsze, filtry mineralne powinny być nakładane na twarz jako ostatnie i tutaj liczy się ta ostatnia warstwa. Tak więc w przypadku kremu Make Me Bio nałożenie nań podkładu mineralnego (który sam w sobie ma ochronę SPF 15-20) może być niewystarczające dla mojej, przebarwionej i uwrażliwionej skóry. Filtr chemiczny tworzy warstwę ochronną pod skórą i jeśli nałożę podkład mineralny to po prostu dołożę ochrony, nawet jeśli się zetrze i będzie jej za mało, chemiczny filtr pod spodem zniweluje te braki. Krem Mizon ma w swoim składzie niacynamid i kilka ekstraktów roślinnych np. z lilii, arniki, oleje które mają działanie przeciwzapalne, co jest jego dodatkowym atutem. W przypadku pojawiania się przebarwień od nawet niedotykanych, długotrwających stanów zapalnych (czyt. małej krostki bez wielkiego zaczerwienienia) nie chcę mieć nawet cienia ryzyka, że ochrona będzie nieskuteczna. A filtr chemiczny jest po prostu bardziej stabilny.

Lekki krem z filtrem Make Me Bio pewnie do najlżejszych nie należy, ale jeśli uwzględnić to, że jest to filtr mineralny to krem świetnie go jest w stanie „udźwignąć”. Krem lekko bieli, ale wchłania się i nie pozostawia białej maski na twarzy, po chwili od aplikacji nie stanowi już problemu w dalszej obsłudze cery. Nawilża na tyle mocno, że może z powodzeniem stanowić komplet pielęgnacji skóry latem. Filtry mineralne są w nim powleczone proteinami jedwabiu, co zmniejsza jego bielenie i sprawia, że krem wygładza cerę. Możemy sprawdzić, że rzeczywiście pozostaje na skórze w formie gładkiej, śliskiej warstewki jeśli po chwili od aplikacji, zanim się zetrze, umyjemy twarz. W kontakcie z wodą wyraźnie wyczuwalna jest właśnie ta śliska powłoka. Brak bielenia i uczucie, że się wchłonął nie oznacza więc, że tego kremu nie ma. On jest i chroni 🙂

W przypadku cery tłustej może być lekko ciężkawy, jednak cera mieszana z powodzeniem i bez problemu go wchłonie, o suchej nie wspomnę. Ponieważ odbija promienie słoneczne, a nie pochłania ich dobrze byłoby nie nakładać na niego podkładu ani żadnego makijażu. Makijaż kosmetykami mineralnymi powinien być jedynym, na jaki się zdecydujemy.

W składzie kremu jest olej z pestek moreli, olej kokosowy, masło shea, aloes, oliwa z oliwek. Olej z pestek moreli jest składnikiem idealnym dla cery wrażliwej i alergicznej, ujędrnia, opóźnia procesy starzenia i poprawia elastyczność naskórka. Z kolei aloes działa kojąco i regenerująco na skórę, chroni przed zniszczeniami komórek wywołanymi nasłonecznieniem. Olej kokosowy, masło shea i oliwa z oliwek to oleje o działaniu ochronnym, zapobiegają utracie wody ze skóry, zmiękczają skórę, uelastyczniają odżywiając jej głębsze warstwy.

Krem Mizon Mela Defense White Multi UV Sun Block

Water

Ethylhexyl methoxycinnamate – filtr chemiczny, chroni przed promieniowaniem UVA i UVB. Jeden z najbardziej popularnych filtrów chemicznych, ale też jeden z niezbyt atrakcyjnych, przenikających filtrów, które wnikają do krwioobiegu i mogą zachowywać się jak hormony.

Ethylhexyl salicylate

Butylene Glycol – humektant, substancja odpowiedzialna za nawilżenie skóry.

Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid – filtr pochłaniający promieniowanie UVA UVB, pochłania nadmierne ilości promieni.

Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine – absorbuje promieniowanie UV.

Butyl Methoxydibenzoylmethane – filtr chemiczny.

Caprylic/Capric Triglyceride – emolient, może być komedogenny.

Niacinamide – inaczej witamina B3, rozjaśnia przebarwienia posłoneczne, skraca okres gojenia się stanów zapalnych, jest silnym antyoksydantem.

Cetearyl Alcohol – emulgator, który może wywoływać podrażnienia, sprzyjać rozwojowi trądziku.

Methyl methacrylate cross polymer – zagęstnik, wpływa na konsystencję produktu, tworzy warstwę okluzyjną chroniącą przed odparowaniem wody.

Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Cetearyl Olivate – emolienty.

Glycerin – humektant, substancja nawilżająca.

Adenosine – substancja chemiczna hamująca powstawanie zmarszczek mimicznych.

Beta-glucan – uaktywnia komórki immunologiczne, nawilża, ma działanie przeciwzmarszczkowe.

Magnolia Kobus Branch/flower/leaf Extract ma działanie rozjaśniające na skórę.

Lilium Candidum Bulb Extract ekstrakt z korzenia lilii – tworzy delikatny film na skórze, chroni przed utratą wilgoci i nawilżenia, zawiera sporo polisacharydów, które zmiękczają i nawilżają skórę suchą, podrażnioną.

Portulaca Oleracea Extract – ma działanie łagodzące na skórę, zapobiega pojawianiu się zmarszczek, ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne i przeciwzapalne.

Sodium Hyaluronate – utrzymuje nawilżenie w skórze.

Gentiana Lutea Root Extract – ma właściwości nawilżające i antyoksydacyjne.

Arnica Montana Flower Extract – jest substancją zapachową, ale również wzmacnia skórę, zapobiega podrażnieniom i zaczerwienieniom, poprawia krążenie krwi.

Artemisia Absinthium Extract działa bakteriobójczo i grzybobójczo, przyspiesza gojenie się ran.

Achillea Millefolium Extract – ma właściwości przeciwzapalne.

Gossypium Herbaceum Extract – wyciąg regeneruje i zmiękcza skórę.

Hippophae Rhamnoides Oil – olej z rokitnika chroni przed promieniowaniem słonecznym, poprawia koloryt skóry.

Sorbitan Olivate – emulgator, substancja nawilżająca, lekki, nie lepi się.

Cyclohexasiloxane – emolient, ułatwia rozprowadzenie kosmetyku.

Polyacrylate-13 – składnik konsystencjotwórczy.

Sodium Hydroxide – reguluje pH kosmetyku.

Tocopheryl Acetate – witamina E.

Nylon-12 – polimer, redukuje błyszczenie skóry.

Dimethicone – może spowodować wysyp trądziku.

Polyisobutene – składnik konsystencjotwórczy.

PEG-100 Stearate – może wywoływać trądzik.

Sorbitan Stearate – zapobiega rozwarstwieniu produktu.

Polysorbate 20 – emulgator otrzymywany z oleju kokosowego.

Sorbitan isostearate – poprawia konsystencję kosmetyku.

BHT – koserwant.

Disodium EDTA – konserwant.

1,2-Hexanediol – konserwant o działaniu przeciwbakteryjnym.

Ethylhexylglycerin kolejny konserwant wzmacniający działanie innych konserwantów.

Caprylyl Glycol – emolient, może być komedogenny.

Fragrance

Strasznie dużo tych składników, ale kupiłam go z pełnią świadomości, że może spowodować wysyp. I rzeczywiście pojawiało mi się po każdorazowym użyciu kilka nowych krosteczek dopóki nie zastosowałam dwustopniowego oczyszczania twarzy wieczorem. Także w przypadku tego kremu należy go zmyć  bardzo dokładnie, by nie pozostał na skórze na noc. Olej do dokładnego zmycia kremu (o olejowym zmywaniu pisałam w tej recenzji) wraz z sebum plus żel myjący do twarzy to według mnie konieczność jeśli chcemy cieszyć się z zalet tego kremu, a nie rozpaczać nad jego wadami. Skład produktu nie jest naturalny, ale byłam ciekawa działania kremów koreańskich z filtrem. Dodatkowo, Koreanki słyną z bardzo pieczołowitej ochrony przeciwsłonecznej, więc zakładałam sporą skuteczność i stabilność Mela Defense. 

W konsystencji mleczka krem bardzo dobrze się wchłania, na mojej raczej suchej skórze wchłaniał się błyskawicznie, nawet zastosowany na tłustszy krem pielęgnacyjny. Dlatego posiadaczki tłustych, mieszanych typów cery będą nim bardziej zachwycone niż kremem z Make Me Bio. Przyjemny, kwiatowy zapach kremu Mizon wypada też lepiej niż brak zapachu w kremie Make Me Bio, co oczywiście może być sporą zaletą (lub wręcz niezbędną cechą) u osób, które na perfumy i składniki zapachowe reagują podrażnieniem lub alergią.

 

Tutaj link do kremu z filtrem SPF25 Make Me Bio, kosztuje 34,98zł za 60ml

Krem Mizon Mela Defense jest dostępny np. w Mintishop w cenie 79,90zł za 40 ml.

 

A Wy jakich kremów używacie? Czy może podchodzicie do ochrony przeciwsłonecznej bardziej luzacko?

2 komentarze

Dodaj komentarz do wpisu