Pianka do mycia twarzy z neroli o zapachu pomarańczy

Mariola

Pianka do mycia twarzy na bazie hydrolatu z neroli jest wyjątkowo prosta w swym składzie i naprawdę satysfakcjonująca w działaniu. W końcu celem kosmetyku myjącego jest zmyć i dobrze doczyścić cerę, nie musi mieć wiele właściwości pielęgnujących, do tego służą inne kosmetyki. Od żelu czy pianki wymagam żeby nie podrażniały, nie uczulały i były skuteczne. Oczywiście miło jest odczuwać zachwyt przy każdorazowym zmyciu twarzy, tutaj jest blisko ideału.

 

Pianka pachnie różnymi odcieniami pomarańczy, troszkę słodkawej, trochę gorzkiej z przewagą aromatu takiej świeżo obranej skórki mandarynki. To zapach tej kropelki soku mandarynki, która zawsze pryśnie podczas obierania. Podczas mycia wyczuwalny jest aromat neroli, na którym pianka bazuje, jego właściwości bardzo sobie cenię.

Hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy działa lekko ściągająco, ma działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. Jednak nie jest przeznaczony tylko do cery mieszanej czy tłustej, bo nie tylko reguluje wydzielanie sebum, ale i łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Hydrolat neroli ma niskie pH skóry, które nie sprzyja namnażaniu się niekorzystnych dla naszej cery bakterii. Łagodzi podrażnienia i rzeczywiście cera jest po nim rozjaśniona, odświeżona. Pomaga uszczelnić naczynka, więc jest też odpowiednia przy pielęgnacji skóry naczynkowej. Pozwala cieszyć się efektem domknięcia porów skóry, lekkim naprężeniem, które wygładza skórę, nie przesusza.

Piana jest wyjątkowo gęsta, zwarta, nie znika po aplikacji na skórze, pozwala na masaż podczas mycia, tworząc taką gładką, przyjemną, jedwabistą powierzchnię. Do końca stosowania nie miałam problemu z jej spienianiem mimo iż piankę przechowuję w łazience, gdzie temperatury przewyższają normę, a kosmetyki zawsze narażone są tam na szybsze terminowanie się. Ale twarz myje tam i jestem skłonna podjąć to ryzyko, a z pianką nic się nie stało przez cały okres mojego jej stosowania.

Składnikiem myjącym jest tutaj m.in. sól potasowa kwasów tłuszczowych oleju palmowego, która wraz z oleinianem potasu (Potassium Oleate) dobrze oczyszcza, odtłuszcza cerę. Jemu również zawdzięczamy gęstość i trwałość piany.

Glukozyd decylowy, który zapewnia stabilność pianki ma również działanie łagodnie myjące, jest zarówno bezpieczny dla zdrowia, jak i środowiska więc warto szukać kosmetyków myjących właśnie z tym składnikiem. Nie dość, że daje bardzo obfitą, gęstą pianę to jeszcze nie wysusza skóry. Przez to, że umożliwia tworzenie emulsji typu olej w wodzie i ułatwia rozpuszczanie zapachów, olejków eterycznych i tym podobnych, dlatego pianka może mieć również działanie nawilżające. Tutaj akurat substancją ułatwiającą zatrzymać nawilżenie jest gliceryna, którą nie każdy lubi. Gliceryna może mieć działanie komedogenne, zatykać pory skóry i sprzyjać powstawaniu zaskórników. Nie zauważyłam zupełnie takiego działania i przyznam szczerze, że często winę można zrzucić na nieumiejętne zmywanie danego kosmetyku, a nie jego zapychanie. Tak np. mam z kremem do twarzy z filtrem z Missha, który muszę po prostu zmyć dwuetapowo, inaczej rzeczywiście pojawiają się zmiany niepożądane, pisałam niedawno o moich kremach z filtrem

Substancją konserwującą w piance jest alkohol benzylowy, co też wielu osobom może się nie spodobać. Nie wywołuje on jednak nawet najmniejszego uczucia wysuszenia, czy ściągnięcia skóry. Rozpoczynałam stosowanie pianki w okresie sporego podrażnienia cery, stopniowo zapewniając jej coraz większą ochronę powłoką emolientową i odbudowując jej warstwę ochronną i pianka nie zaburzyła tej regeneracji. Mimo iż nie jest przeznaczona do cery suchej dobrze się na niej sprawdzała, a ja mogłam się cieszyć efektem domycia i usunięcia olejków myjących z twarzy podczas wieczornej pielęgnacji.

Pianka dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu, ale jeśli dostanie się do oczu to szczypie. Skóra po użyciu jest dokładnie taka jakiej oczekuję, czyli pory domknięte i oczyszczone, cera lekko napięta, nie pojawiają się żadne zaczerwienienia, ani podrażnienie, koloryt jest jednolity. Nie pozostawia też na skórze żadnej tłustej powłoczki dlatego na pewno cenić ją będą bardziej osoby z cerą w kierunku mieszanej niż bardzo przesuszonej. U bardzo suchej cery lepiej stosować ją po wcześniejszym użyciu olejów, właśnie do usunięcia tej tłustej powłoczki, a skóra zachowa równowagę – będzie doczyszczona, ale nie pozbawiona naturalnej bariery hydrolipidowej.

 W moim mniemaniu pianka jest bardzo udana, bo zapach który towarzyszy domywaniu makijażu jest obłędnie przyjemny, cytrusowy, orzeźwiający. Dobrze odtłuszcza, usuwa zarówno makijaż jak i oleje stosowane do wcześniejszego zmywania makijażu i kremu przeciwsłonecznego w lecie. Gdy mam wybrać do polecenia coś dobrze domywającego, w sam raz na lato bez zastanowienia myślę o tej piance* i jestem pewna, że będzie odpowiadać prawie każdemu. Gęstość pianki sprawia, że korzysta się z niej z jeszcze większym zadowoleniem, a działaniu nie można nic zarzucić. Oceniam ją na 5.

Skład pianki: Aqua, Citrus Aurantium (Neroli) Flower Water, ­­­Potassium Cocoate, Potassium Oleate, Lauryl Betaine, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Palm Kernelate, Palm Kernel Acid, Decyl Glucoside, Potassium Citrate, Parfum.

Moja pianka standardowo pochodzi z iwos, nie mogło być inaczej 😉

  • nie używałam jeszcze pianki z Ecolab, a zdaje się, że i ona jest ciekawa.

Dodaj komentarz do wpisu