Perełki tygodnia

Mariola

Zazwyczaj wiem czego mogę spodziewać się po kosmetyku, po zwykłej analizie składu, relacjach i pilnym śledzeniu wszelkich wpisów kosmetycznych. Czasami jednak coś mnie tak mocno zaskoczy, że wydaje mi się, że warto się tym podzielić. Od kosmetyków poniżej spodziewałam się czegoś zupełnie innego, tymczasem okazało się, że efekty przerosły moje o nich wyobrażenie. Ponieważ są to świeże nabytki, wrażenia relacjonuję na gorąco, bo są to kosmetyki warte uwagi.

 

Miód Manuka Wedderspoon – właściwości miodu Manuka są niezliczone, przynosi wiele korzyści dla zdrowia: jest antybakteryjny, przeciwwirusowy, wspomaga układ odpornościowy i pokarmowy.  Stosowany zewnętrznie przyspiesza gojenie ran, leczy stany zapalne. Zobaczyłam jednak ostatnio, że Kate z Living Pretty Naturally (bardzo fajny blog) używa go do zmywania twarzy i użyłam go w tym celu. Oniemiałam! Po usunięciu makijażu małą dozą produktu zrobiłam masaż twarzy, spłukałam. Miód jest kremowy, jednak delikatnie złuszczał, wygładzał. Skóra była jaśniejsza i mocno odświeżona, a jednocześnie elastyczna i nawilżona. Na pewno do mycia będę używać go wkrótce. Na razie pozwolę go zjeść swoim dzieciom, ale kolejnego opakowania nie odpuszczę!

Woda oczarowa Okani Beauty – po oczarze spodziewam się, że moją suchą skórę będzie wysuszał. Tymczasem okazuje się, że jest wręcz przeciwnie – nawilżając delikatnie domyka pory, i coś czego nie lubię w swojej cerze w lecie jest do ujarzmienia bez problemu. Lekko denerwuje mnie zapach, ale działanie zdecydowanie rekompensuje tę wadę. Oczar wirginijski koi również zaczerwienienia, rozjaśnia cerę, wspaniale ściąga bez przykrego uczucia przesuszenia.

 

 

Płyn hamujący odrastanie włosów Hair no more od Skin Doctors – kolejny produkt, który wydawał mi się jedynie marketingowym hitem. Jednak użyłam go bezpośrednio po depilacji, odczekałam aż się wchłonie, a na nogi nałożyłam olejek arganowy. Moje zdziwienie o poranku było wręcz kolosalne, bo nogi, zazwyczaj w czerwonych krostkach były zdecydowanie bardziej jednolite kolorystycznie i gładsze. W składzie produktu jest woda oczarowa, mocznik, kwas salicylowy, arnika. Czyli zdecydowanie powinien zapobiegać wrastaniu, tworzeniu się nieestetycznych krostek, podrażnień. Zobaczymy jak będzie się spisywał przez dłuższy czas.

Brązujący balsam do ciała od Mokosh – ja mam małą wersję produktu, ale na pewno trafi do stałej oferty sklepu, bo uważam, że jest to ich najlepszy produkt. To krem brązujący, który nie robi mocno brązowych smug, opala delikatnie, ale nie za jasno. Kolorytu skórze nadaje ekstrakt z nostrzyka niepokolanego, który stymuluje produkcję melaniny, przez co skóra jest ciemniejsza. Mimo, że producent twierdzi, że jest również odpowiedni do twarzy nie wydaje mi się, by zadowolił osoby z przebarwieniami barwnikowymi swojej cery. Stosuję go jednak na całe ciało i spokojnie mogę powiedzieć, że najlepsze w nim jest to, że pachnie po prostu przepięknie i zupełnie nie jest wyczuwalny ten charakterystyczny samoopalaczom zapaszek.

Są to produkty, które na pewno warto polecić,  jestem nimi bardzo pozytywnie zaskoczona.

Dodaj komentarz do wpisu