Zmywanie makijażu olejkiem

Mariola
zmywanie makijazu olejem

Olejki do mycia twarzy kochałam miłością bezkresną zanim nastąpił boom na pielęgnację koreańską, a królowało OCM, czyli oczyszczanie twarzy olejami. Mogę spokojnie stwierdzić, że była to rewolucja w mojej pielęgnacji, która poprawiła moją cerę wręcz drastycznie. Bo to właśnie olejki w myśl zasady, że sebum należy zmywać tłuszczem, by makijaż i zanieczyszczenia rozpuściły się należycie robiły (i robią) jeszcze jedną rzecz. Pokrywają wrażliwą i delikatną cerę, która wymaga łagodnych środków myjących powłoczką emolientową, a ta pomaga zachować jej równowagę. A podwójne oczyszczenia zmywa dokładnie, bez potrzeby szorowania, tarcia i używania mocnych środków myjących.

W moim przypadku boom na koreańskie kosmetyki zmienił jedynie to, że zamiast jak wcześniej używać ściereczki z mikrofibry, która wymagała pieczołowitego, codziennego prania używam pianek i żeli myjących do domycia olejku. Oczywiście nie przeszkadzało mi to przez ponad trzy lata, ale Koreanki po prostu otworzyły mi oczy, bo przecież po co się męczyć. Połączenie olejku myjącego i żelu lub pianki pozwala cieszyć się czystą, domytą skórą, która jest lekko napięta, ale nie ściągnięta.

Olejek myjący, który wręcz podbił nasz rynek to olejek marki Resibo, ale dziś nie o nim. Otóż chciałabym zrecenzować olejek, który był przypadkowym zakupem przy okazji poszukiwania sprzętu do masażu twarzy, czyli guasha. Olejek wpadł mi w oko i kupiłam stwierdzając, że najwyżej wyrzucę go po kilku użyciach. Tymczasem zużyłam całe opakowanie i moja cera wcale się nie sprzeciwiła, nie był może jakimś rewolucyjnym zakupem, bo przecież olejki stosuję od dawna, ale zasługuje na uwagę i wzmiankę.

olejek do demakijazu

Olejek myjacy zgodnie z opisem w aukcji ma kilka składników, są to oliwa z oliwek, olej z dzikiej róży, kwas hialuronowy i łagodne środki spieniające. A ponieważ produkt pochodził z azji to lista składników nie musi być kompletna, kolejność też nie musi się zgadzać, więc kupowanie tych produktów z niesprawdzonego źródła teoretycznie mija się z celem i jest loterią. Odniosłam wrażenie, że olejek zawiera coś więcej niż oliwę czy olej z dzikiej róży, ponieważ miał jakby lekko silikonowy poślizg, był lekki i nie wchłaniał się w skórę, co jest typowe dla parafiny. Jedynym sposobem na sprawdzenie czy w ogóle nadaje się do używania były testy na własnej skórze.

Lista składnikow: Olive oil, rose hip oil, hyaluronic acid, mild surfactants

zmywanie olejem

Chciałabym wspomnieć, że zdarza mi się kupować zwykłe, drogeryjne produkty pielęgnacyjne, do makijażu, by mieć możliwość porównania ich z naturalnymi, zdrowszymi odpowiednikami, Nie tyle z czystej ciekawości (to też, to też), ale po prostu by moc porównywać kosmetyki dla klientek. Ostatnio moim zaskoczeniem było to, że tusz do rzęs Collosal Volume z Maybelline wcale nie był lepszy od tuszu Hauschki czy Lavery, dawał podobny efekt na rzęsach. Pamięć jest krótka i czasami bywam zaskoczona, że drogeryjne kosmetyki nie są wcale tak zachwycające.

Olejek marki, której nie rozszyfruję (bo bezmyslnie kupilam jakąś imitacje innego, ale nie wiem którego*) jest olejkiem emulgującym, który w kontakcie z wodą zamienia się w krem, który zmywa się bardzo skutecznie samą wodą. Wystarczy kilka chlapnięć na twarz i po olejku nie pozostaje żaden ślad. Nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy, raczej napiętą, nawilżoną cerę bez warstwy tłuszczu. Takie olejki są świetnym pomysłem u osób które właśnie tego tłustego efektu, cieniutkiej smugi emolientu na skórze nie lubią. Wiele blogerek (i nie blogerek) chwali olejek myjący z Biochemii Urody, który jest właśnie tego typu. Mnie skórę wysuszał wiec nie jestem jego miłosniczka, nie lubiłam go używać.

Olejek jest bardzo lekki, nie przypomina w niczym mieszanek do OCM, gotowego Resibo czy olejku Vianek. Mimo, że lubię tamte to jednak ten swą wyróżniającą się lekkością i skutecznością mnie zachwycił.  Jest bardzo rzadki i przecieka przez palce, ale potrzeba go naprawdę niewielką ilość, by usunął wszystkie zanieczyszczenia. Ma zapach taki lekko orzeźwiający, ale jest niezbyt wyczuwalny, łagodny. Nie ma w nim żadnych słodkich, odurzających tonów, raczej lekko ogórkowe nuty.

olejek do demakijazu

Spienia się w kontakcie z wodą tworząc kremową emulsję, lekką i delikatną piankę jakby pochodzącą od łagodnego, naturalnego żelu do mycia twarzy. Dobrze domywa makijaż, również oka i warto wspomnieć, że nie podrażnia, oczy nie szczypały, nie piekły mnie ani raz podczas używania olejku. Nie powoduje również tego, że oczy zachodzą mgłą, Zmywa tusz do rzęs i cienie do powiek, powinien poradzić sobie również z tuszem wodoodpornym. Po oczyszczeniu z makijażu, kremu przeciwsłonecznego skóra zamiast warstwy tłuszczu zyskuje nawilżenie, staje się miękka i elastyczna. W zupełności nie pojawia się efekt ściągnięcia skory, jej przesuszenia. Mimo że byłam gotowa na domywanie gęstego tłustego oleju z przyjemnością korzystałam z tego lekutkiego preparatu z olejem z dzikiej róży. Moja skóra i włosy olej z dzikiej róży lubi, być może stąd moje zachwyty, bo działał wręcz jak krem pielęgnujący.

Jego minusem jest lekko enigmatyczna lista składników, ale nawet zakładając, że w czołówce jest olej mineralny i tak nie wywołał wyprysków, nie przesuszał skóry, nie był komedogenny, a tego się właśnie najbardziej obawiałam. I to kolejna lekcja, którą wzięłam od Koreanek – parafina używana do zmywania makijażu to nie to samo co  parafina w kremach pielęgnacyjnych. Tej drugiej moja cera nie znosi reagując podrażnieniem, zaczerwienieniem i wysypem małych, grudkowatych pryszczy, za to oczyszczanie olejem ropopochodnym (którego niby nie ma w składzie, ale naprawdę trudno mi w to uwierzyć) dokładnie zmytym ze skóry może być skuteczne i przyjemne. Dowodem na to słynny chyba już product do zmywania Banica Co. Clean it Zero, który chwalony jest wszędzie, a składa się głównie z parafiny.

Nie lubię kupować byle jakich kosmetyków, ale niestety czasami w chwilach słabości zdarza mi się kupić coś nieszlachetnego, na szczęście tym razem nie okazało się to bublem. Zdecydowanie mogę polecić tym, którzy chcą przetestować zmywanie twarzy olejkiem, sprawdzić jak może przebiegać zmywanie dwuetapowe i nie wydać dużo. Olejek jest lekki, przyjemny, świetnie sobie radzi ze zmywaniem makijażu i wszelkich zanieczyszczeń z twarzy, nie wysusza skóry ani jej nie przetłuszcza. O liście składników lepiej zapomnieć i o tym nie myśleć, a ja nie pisałabym o nim gdyby nie był wart polecenia.

Teraz używam mleczka myjącego Vianek (super!), a później zacieram rączki i szykuję się na balsam myjący Czarszki, jeśli zdążę kupić je zanim znów zostaną wyprzedane. Zastanawiam się nad wykonaniem go samodzielnie – czy macie jakieś doświadczenia? Czy jest łatwy wykonaniu?

Podaję link do aukcji z olejkiem: tutaj

*absolutnie takich procederów nie polecam, w internecie aż huczy od przestróg związanych z kupowaniem podróbek i jak bardzo mogą być szkodliwe, zrobiłam to tylko na swoją odpowiedzialność i z własnej głupoty 😉

Dodaj komentarz do wpisu