Zużycia kosmetyczne czerwca 2017

Mariola

Nigdy nie myślałam, że będę przechowywać opakowania kosmetyków i to pieczołowicie, bo zawsze wyrzucałam je tak szybko jak się dało i zawsze wydawało mi się, że zużywam mało kosmetyków. Tymczasem okazuje się, że tak bardzo malutko to nie jest, chociaż na pewno widziałam większe denka w niejednym miejscu blogosfery. 

Czerwiec nie był wcale jakimś wyjątkowym miesiącem obfitym w zużycia, ale i tak ilość jest dla mnie zaskoczeniem. Bo zawsze myślałam, że szewc bez butów chodzi i kosmetyków zużywam mało.  Wśród moich zużyć są zarówno produkty naturalne (większość), odrobina azjatyckiej pielęgnacji, ale i drogeryjne rzeczy. W niektórych kwestiach jestem bardziej skłonna do ustępstw, w innych mniej.  Lubię, uwielbiam wręcz testować nowe produkty, zawsze chętniej sięgnę po nowość niż sprawdzony produkt, chyba, że coś jest wyjątkowo dobre i sprawdziło się niesamowicie.

 

Krem liftingująco-ochronny Avebio   bardzo mi odpowiadał, bardzo dobrze odżywiał skórę, napinał ją  i sprawdził się w codziennym stosowaniu. Jestem wręcz pewna, że mniejszą widoczność zmarszczek zawdzięczałam jemu i chociaż od czasu do czasu, mniej więcej raz na tydzień, musiałam zastosować coś tłustszego to doskonale nawilżał cerę. Aktualnie odczuwam lekki brak jakiegoś przeciwzmarszczkowego kremu, więc musi w nim być więcej niż myślałam.

Balsam z arniką z Herbfarmacy to ku mojemu zaskoczeniu wyjątkowo dobry, tłusty krem, który u mnie wchłaniał się przez noc i pozostawiał skórę jaśniejszą, wypoczętą i zregenerowaną. Na pewno do niego wrócę zimą, kiedy to skóra jest bardziej przesuszona i mocniej zaczerwieniona. Podejrzewam, że wtedy sprawdzi się jeszcze lepiej, chociaż jego działaniem byłam zadowolona w momentach największego podrażnienia skóry. Czyli robi dokładnie to, co obiecuje producent. I robi to dobrze, polecam lekturę recenzji

Twarz zmywałam olejkiem do mycia twarzy i chociaż napisałam o nim już sporo dobrego to zastanawiam się, czy nie był za mało odżywczy* i czy nie zawdzięczam również trochę jemu (oprócz nadmiaru kwasów) tego podrażnienia, ale może go zbyt demonizuję. Jako produkt do zmywania bez potrzeby używania muślinowych ściereczek, bez warstwy tłuszczu pozostającej na twarzy, umywalce, wszędzie polecam zdecydowanie.

Pasta do zębów z kwasem hialuronowym to kolejna z past bez fluoru, którą stosuje moja rodzina. Naszym ulubieńcem zdecydowanie jest pasta Sarakan (nie schodzi z piedestału dobrych kilka lat), ale co druga pasta zawsze jest inną. Tym razem padło na Ecodentę i odpowiadał nam zarówno smak jak i działanie. Oczyszczała i pozostawiała zęby świeże i czyste.

Szampon Melica Organic z pszenicą i aloesem ma bardzo prosty skład, w którym jest aloes, gliceryna i proteiny pszenicy. Na pewno jest to dobry szampon do włosów cienkich, bo nie obciążał ich w nadmiarze, nie nawilżał przesadnie, dlatego nie będą z niego zadowolone posiadaczki włosów grubych, kręconych i przesuszonych. Miał dodawać blasku czego nie zauważyłam, ale za to dzięki żelowej konsystencji był wydajny i zużywałam go dość długo. Nie puszył włosów jak szampony dla dzieci i z tego powodu bardzo mi odpowiadał.

Szampon proteinowy Weleda to taki nawilżająco-proteinowy szampon, po którym nie musiałam używać odżywki ani żadnej maski, a raczej nawet nie mogłam, bo włosy dostawały dość dużo dobra w samym szamponie. Były pięknie wygładzone, a nie nastroszone jak pióra, więc plus ogromny. Też chętnie do niego wrócę, a przeczytać możecie o nim tutaj.

Olej arganowy Efas troszkę był nieudanym zakupem, ponieważ jak odkryłam, że nie nadaje się na stosowanie na twarz (podejrzanie ciężki i niewchłaniający się) to stosowałam go na wiele różnych sposobów. A to na końcówki włosów (nabłyszcza), a to na ciało solo lub zmieszany z samoopalaczem (super efekt błyszczącej opalenizny), a to jako półprodukt do domowej produkcji balsamu myjącego do twarzy. Zużyłam cały i rzeczywiście zgadzam się w 100%, że jest to wszechstronny kosmetyk, o którym warto więcej napisać**.

Balsam pomarańcza z cynamonem Mokosh – ich kosmetyki pachną tak obłędnie, że można oszaleć. Co prawda nie jest to zasługa olejków eterycznych, ale substancji zapachowych, ale mieszanki są tak śliczne, że można im to wybaczyć. To bardzo tłuste, gęste masło wyglądające jak miód. Jednak w dłoniach rozpuszcza się bardzo szybko i dobrze rozprowadza. Efekt – super gładka skóra o dużo lepszej elastyczności.

Tylko jeden Ziołowy peeling do ciała Bania Agafii jest skutkiem tego, że w czerwcu „zajechałam” swoją rękawicę Kessa i musiałam się ratować peelingiem. Jest żelowy w konsystencji, ma sporo nie podrażniających drobinek (więcej niż cukrowy tej samej firmy) i bardzo, ale to bardzo odpowiadał mi jego zapach – świeży, rześki i taki letni. Mam zamiar porównać kilka swoich peelingów wkrótce, więc będzie i więcej o nim.

Żel do higieny intymnej Sylveco to jeden z moich ulubionych żeli, wracam do niego systematycznie i korzystam ochoczo zarówno ja, jak i moje córki. Bardzo dobry produkt, plus dla Sylveco za powiększenie pojemności opakowania. Recenzja i porównanie z innymi żelami do higieny intymnej tutaj.

Dwa kosmetyki do kąpieli – Żel pod prysznic Le Petit Marseillas to skutek poszukiwania czegoś do kąpieli co pieni się i pozostawia przyjemną, gęstą pianę w wannie. Jak uwielbiam kosmetyki naturalne to ich wadą jest mniej trwała piana, albo jej całkowity brak. A jak chcę wziąć kąpiel to lubię to zrobić na całego i klasycznie. I zawsze tłumaczę sobie, że 1. częściej używam prysznica, a tam króluje sam natura, a 2. mogę zawsze zastosować więcej balsamu. I tak też czynię, bo sls wysusza mi skórę.

Sól do kąpieli Elite morska miała w nazwie słowa „z pianą” i dlatego trafiła do mojej łazienki. Niestety piana pozostaje tylko na opakowaniu, bo nie tworzy ani jednego, najmniejszego bąbelka. Sól ma odprężać, niwelować ból mięśni itp. Odniosłam wrażenie, że głównie to barwi wodę na niebiesko i przyjemnie pachnie. Niczego więcej nie odczułam, ale być może nie koncentrowałam się należycie.

Olejek do ciała nawilżający Vianek jest bardzo fajnym, tłustym olejkiem, który nawilża i regeneruje skórę. Nie wchłania się bardzo szybko, ale nadaje piękny blask ciała, co np. na plaży lub promenadzie stanowi nie lada plus. Pisałam jego recenzję tutaj.

Stosowałyście któryś z kosmetyków? Macie na któryś z nich ochotę?

 

*zrobiłam sobie balsam myjący Czarszki z małymi modyfikacjami, by nie był zbyt oczyszczający i jestem zachwycona, ten to dopiero pozostawia cerę w stanie „pupcia niemowlaka”. Chciałam sprawdzić ten gotowiec w sklepie, ale nie ma go zawsze jak wchodzę na stronę. 

** nie omieszkam, nie omieszkam

Dodaj komentarz do wpisu